The Game to książka dobra. Przyjemna w czytaniu i być może użyteczna w kwestii dalszego rozwoju. Dla wielu setek młodych mężczyzn i chłopców odsłoniła świat PUAs czyli wspominanych w pierwszym poście tzw. “artystów podrywu”.
Tytułem wstępu muszę jednak ostrzec: Nie sięgaj po polskie tłumaczenie tej książki. Proszę! O ile jak w każdej innej branży, na rynku tłumaczeń zdarzają się lepsze, bądź gorsze produkty, ten klasyfikuje się poniżej wszelkiej krytkyki. Na stronach rekomendacji sklepu Merlin.pl JohnyB zamieścił dość dobrze ilustrującą tę kwestię recenzję:
Z całkiem ciekawej, uświadamiającej i nawet błyskotliwej książki po angielsku tłumacz zrobił coś dla ludzi lubiących używać na siłę slangu i bełkotu. Oto kilka przykładów tłumaczeń:
- the game – wypas
- running game on you – wypasałem
- field – pastwisko
- girls – lasie
- woman – sztuka
- target – sztuka
- amateur – wsn
- group theory – teoria stada
- peacock theory – teoria błyskonetki
- full close – domyk z łóżkiem
- IOI – Indicator of Interest – miękka piłka
Efekt: “Wypasanie sztuki na pastwisku” (zamiast “Gry z kobietami”) – Co można powiedzieć, że tłumacz przyrównał uwodzenie kobiet do wypasania sztuk (Bydła? Bo coż wypasa się na sztuki?). – Cynizm oraz ignorancja były w mojej ocenie mottem tłumacza. Jeśli gardzimy kimś już o nim pisząc… Jak traktujemy go w życiu? Dostając w swoje ręce angielski orygniał “The Game” można zrozumieć polskie tłumacznie, co zdaje się być całkiem dziwne, bo powinno być odwrotnie. Ze względu na jakość tłumaczenia książka w mojej opinii nieprzydatna. W oryginale lub dobrym tłumaczeniu mogłaby się dorobić 4 gwiazdek. Ciekawe, dlaczego wydawnictwo nie zmieniło samego tytułu na “Wypas”? Może dlatego, że nikt by tego nie kupił…
Sensownie, choć również krytycznie wypowiada się Piotrek:
[...] Na polskich forach o podrywanu zbiera się hołota masturbantów, którzy cieszą się, że przećwiczyli taką i taką “magiczną sztuczkę z kartami bądź zapałkami”, zamiast stawiać na spontaniczność i naturalność próbują stworzyć aurę pseudoatrakcyjności wymuszoną jakimiś beznadziejnymi “magic tricks”, przeczytali “Grę” i uważają się za wielkich podrywaczy, a praktyki zero. Tym samym swtorzyli wokół tej książki swoje własne, kulawe, przejaskrawione ideologie fanatyczne, które szkodzą, zamiast pomagać[...]
Skąd zatem moja opinia, że “The Game” może być książką “użyteczną w kwestii dalszego rozwoju”? To proste. Dla wielu ludzi może ona stanowić swego rodzaju furtkę do świata Personal Developmentu – i to nie w tematyce “podrywania”, ale zmieniania i rozwijania siebie jako człowieka.
Poruszane w niej kwestie i stosowane techniki – od skuteczności przez wartość win-win dla obu stron a na etyce kończąc, to temat na zupełnie inną dyskusję.
[...] Neill Strauss wziął na tapetę ruch, który teraz jest jednym z najmodniejszych – tzw. clubbing. Dla niewtajemniczonych, oznacza on ni mniej ni więcej zaczenie jak największej liczby imprez tygodniu, oczywiście najlepiej tych renomowanych, a do tego wyrwanie najlepszego towaru, zużycie go i… porzucenie. Tym towarem zaś są… kobiety. I właśnie tego uczy się alter ego autora. Podrywania. Gry, która toczy się między płciami, doprowadzając je do… łóżka. Wybaczcie tę dosłowność, ale tak właśnie przedstawia autor dzisiejszych facetów, których jedynym celem jest poderwać i zaliczyć. Nie ma w tym niczego z tajemniczości i uroku flirtu – pewnie dla nich zbyt ciągnącego naftaliną, nie ma tu niczego z romantyzmu czy choćby liryczności. To zwykła gra, w której zbiera się punkty. Jednak wygrywają wyłącznie najlepsi. I właśnie takim najlepszym chce stać się bohater tego podręcznika. [...]
Marzena Kowalska, stały recenzent Merlin.pl, ma tutaj rację. W znacznej mierze tych ludzi, o których napomknął Piotrek a których zdarza się też wspomnieć na tym blogu, można podsumować właśnie w ten sposób. Z tego samego względu powstał ten blog (i jego inauguracyjny post) – w naszej kulturze wystarczy już zadufanych lowelasów i tanich podrywaczy. Ten blog nie traktuje o tej wersji podrywania.
LuvGeek is Digg proof thanks to caching by WP Super Cache
Przeczytałem po polsku,choć gdy brałem do ręki to nie wiedziałem czego się spodziewać, a już na pewno nie szukałem porad “jak podrywać”, więc pewnie dlatego najbardziej mi się podobała część jak już zamieszkali w tej swojej willi razem z Courtney Love i te obrazki z głodującymi, koczującymi facetami, którzy zrobią wszystko, aby poznać “tajne nauki”.
Potem w “Magdzie M” był jakiś wątek, w którym jeden z bohaterów poszedł na tego typu szkolenia i prowadził je Robert Rozmus ucharakteryzowany na autora książki:)